Dominika i Mikołaja
Kategorie: Wszystkie | film | książka | media | muzyka | sport
RSS
sobota, 27 stycznia 2007
Zygmunt Staszczyk "Muniek"

 O Muńku ciężko pisać, dlaczego jest tak niesamowitym, energetycznym, po prostu zajebistym facetem „od tańca i różańca”... czemu? Ciężko opisać jego miny, gesty, luźny styl bycia! Faceta, który sepleni, nie specjalnie potrafi śpiewać, a jednak jest jednym z najważniejszych i najbardziej wybitnych wokalistów polskich.

Trudno dokładnie wyrazić jego bycie z lekka z boku, trochę na aucie... Muniek, i to jest chyba jego największym wyczynem, nie zdezaktualizował się, nie zestarzała się jego muzyka, nie stała się archiwalną kliszą.

Muniek po prostu jest Muńkiem i tyle,a przecież jest tyle dobrych zespołów i każdy może znaleźć coś dla siebie lub założyć swoją grupę”...

Muniek wszedł do „hall of fame” przebojem i już spory czas temu. W 1994 roku kupiłem, już nawet nie pamiętam gdzie i za ile, płytę T.Love „Prymityw. Choć wcześniej znaliśmy Muńka przede wszystkim dzięki utworowi „King” to właśnie „Prymityw” stał się strzałem w dziesiątkę. Wywarł na nas powalające i zniewalające wrażenie, a takie piosenki jak, „Potrzebuję wczoraj”, „T.Love T.Love”, „Bóg” czy „Wakacje” są tak naprawdę historiami samymi w sobie...

Z każdym, z tych utworów wiąże się oddzielne opowiadanie, zdarzenie, jakby to powiedział Marek Kondrat w filmie „Weiser”: kawałek życia.

Ważnym i pamiętnym wydarzeniem był także niesamowity koncert T.Love, w Warszawskiej Stodole. Do tej pory nie mogę zapomnieć momentu, kiedy Muńiek wykrzykuje w niebogłosy: „13 listopada 2002, Stodoła!!!. Tekst ten stał się potem naszym naczelnym okrzykiem, prawie na każdą okazję, zwłaszcza imprezową, co budziło pewne zdziwienie, u co poniektórych...

Mikołaj
Na zakończenie oddajmy głos Muńkowi on chyba najlepiej odpowie co to z niego za koleś i dlaczego go kochamy!

 

Mikołaj Lizut (notabene, też bohater hall of fame): Uważasz się za człowieka szczerego?

Muniek: Autentyczność była dla mnie zawsze najważniejsza. Nie twierdzę, że nigdy się nie zgubiłem. Często zadaję sobie takie pytania. Znam ludzi, którzy uważają, że to co robię nie jest już tak autentyczne, jak w latach 80. Flekują mnie za wygłupy i pastisze. Może mam specyficzne poczucie humoru. Niestety Polacy mają dwa sposoby bycia: dowcipy w stylu kabaretu Marcina Dańca, czyli bekanie i pierdzenie kapustą, albo śmiertelna powaga – robimy rewolucję, wszystkim stoją pały i słuchamy pieśni narodowych. Ja chcę być pośrodku.

Mikołaj Lizut: Co jest tak naprawdę dla ciebie ważne?

Muniek: Chce być uczciwym człowiekiem. Nie chce się czuć jak chuj i nie chcę żeby tak o mnie myślano. Ważne jest móc spojrzeć ludziom w oczy, by nie widzieli we mnie ukrytego zjadacza kotletów ani udawacza ascezy. Mam w sobie wiele kolorów: świętego, grzesznika, narkomana, pijaka, poety, antypoety. To wszystko składa się na Muńka Staszczyka.

 

Chyba nic dodać nic ująć, moi kochani....a oto krótka notka biograficzna seniora Muńka:

 

 

Zygmunt "Muniek" Staszczyk (ur. 5 listopada 1963 w Częstochowie) - współzałożyciel, lider, wokalista, autor tekstów, a w pocztątkowym okresie także basista zespołu T.Love. Absolwent częstochowskiego IV LO oraz polonistyki UW. Przed założeniem T.Love udzielał się w zespole Atak, przekształconym następnie w Opozycję. W późniejszym okresie uczestniczył w projektach Paul Pavique Movement, Szwagierkolaska oraz Rege Inna Polish Stylee. W tym ostatnim, razem z muzykami Habakuka, wykonywał polskie i światowe przeboje muzyki punk i reggae. Autor książki wspomnienioowej Dzieci rewolucji oraz tomiku poezji Gandża.

 

T.Love - strona oficjalna

 

T.Love - Najmniejszy Koncert Świata

22:40, hall_of_fame , muzyka
Link Dodaj komentarz »
Krystyna Feldman

Czarny jest ten styczeń, choć wczoraj spadł śnieg i momentalnie ogarnęła nas biel... jeszcze nie zdążyłem otrząsnąć się z tej fatalnej wiadomości o śmierci genialnego Ryszarda Kapuścińskiego, a tu od razu kolejna koszmarna informacja...

Umarła aktorka, umarł ktoś ważny, a przecież przez wielu prawie nie dostrzegalny, umarła jakby mimochodem, postać stojąca zawsze jakby w półcieniu, odeszła Krystyna Feldman.

Dla mnie pasjonującego się polskim filmem, pojawiła się nutka zadumy, smutku, wściekłości...

Krystyna Feldman była aktorką niemal od zawsze. Pamiętam jej epizod w „Celulozie” Jerzego Kawalerowicza, gdzie wcieliła się w rolę dewotki albo świetna rola dozorczyni w „Wspólnym pokoju” Wojciecha Jerzego Hasa. Niezapomniana była jako pasażerka w autobusie w „Piekle i niebie” Stanisława Różewicza. No i wreszcie moja kochana Anuszka, rozlewająca olej słonecznikowy na Patriarszych Prudach w „Mistrzu i Małgorzacie” Macieja Wojtyszki.

Wiele było tych epizodycznych, drugoplanowych ról, w których był genialna, dla mnie jedyna! Ale po raz pierwszy Krystyna Feldman zachwyciła mnie w wspaniałym i pięknym filmie Radosława Piwowarskiego „Yesterday”, gdzie wcieliła się w postać ciotki głównego bohatera filmu, Pawła Mitury, kreującego się na polskiego Ringo Stara. Była to jej jedna z niewielu dużych, ale jakże charakterystycznych ról...

Jak się okazało, zwieńczeniem jej wspaniałych kreacji aktorskich był „Mój Nikifor” Krzysztofa Krauze, jedyna jej główna rola, ale jaka! Warta z pewnością laurów na każdym festiwalu światowym od Kamczatki po Nowy Jork. I nie jest to moja kurtuazyjna przesada! Gdynia, Karlovy Vary, Kijów, Manila, Valladolid... to tylko niektóre nagrody które dostała Krystyna Feldman.

Umarła wielka aktorka, mistrzyni drugiego planu...

         Pani Krysiu, chylę czoła. Wchodzi Pani do wielkiego panteonu wybitnych polskich aktorów i tylko żal, że już nie zobaczę Pani ekranie...

Mikołaj
Notka biograficzna:
Aktorka.
Córka aktorów: Katarzyny Feldman (1886-74) i Ferdynanda Feldmana.
W latach 1937-39 występowała w Teatrze Miejskim we Lwowie, w latach 1939-41 w Teatrze Robotniczym w Zimnej Wodzie. W latach 1944-45 była aktorką Polskiego Teatru Dramatycznego we Lwowie, w latach 1945-46 Teatru Śląskiego im. Wyspiańskiego w Katowicach. W latach 1946-47 występowała w Teatrze Ziemi Opolskiej w Opolu, w latach 1947-48 w Teatrze Miejskim w Jeleniej Górze, w latach 1948-50 w Teatrze Polskim w Szczecinie, w latach 1950-52 i 1953-63 w Teatrze Nowym w Łodzi, w latach 1952-53 i 1963-68 w Teatrze Powszechnym w Łodzi. W latach 1968-72 byla aktorką Teatru Ludowego w Nowej Hucie, w latach 1972-75 Teatrów Dramatycznych w Szczecinie, w latach 1975-76 Teatru im. Kochanowskiego w Opolu. Od 1976 związana jest z teatrami poznańskimi: Polskim (1976-83) i Nowym (od 1983).
15:25, hall_of_fame , film
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 stycznia 2007
Ryszard Kapuściński

 Ryszard Kapuściński nie żyje...

Odszedł tak niespodziewanie i wręcz niewiarygodnie... wydawało się, że tacy ludzie żyją wiecznie.

Pozostawił nam siebie w swej twórczości na zawsze, ale czy w wielkim pisanym dokumencie świata wystarczy piękna bez wrażliwości jego oczu i umiejętności dzielenia się zachwytem, przygodą?

Gdy dostałem wczoraj wieczorem SMSy od przyjaciół o jego śmierci, momentalnie po policzkach pociekły łzy.

Był moim mistrzem, inspiratorem, lekarstwem na smutki szarej codzienności, remedium na "poprzygodową" pustkę, kiedy wracałem pełen przeżyć ze swojej podróży do Indii.

Co urzekało wielu w jego twórczości to geniusz opisu, odwaga, śmiałość, głębokie zaangażowanie i afekt do swojej pracy, którym pachniało pisane przezeń słowo...

Mnie jednak, mimo że przebył połowę świata, opisał upadki i powstania, wojny, smutki i radości - zawsze ujmowało przede wszystkim jedno - jego stosunek do drugiego człowieka. Miłość czy życzliwość do nieznanej osoby. W jego książkach, od których nigdy nie mogłem się oderwać wyobrażałem sobie zawsze te jego przyjazne spojrzenie i dobro patrzące z oczu...

Oczu, których nie otworzy już nigdy...

Żegnaj mistrzu!
Spoczywaj w pokoju...

Dominik

 

 

 

Oficjalna Strona "Cesarza Reportażu"

Notka biograficzna :

Ryszard Kapuściński (ur. 4 marca 1932 w Pińsku na Polesiu, zm. 23 stycznia 2007 w Warszawie) - polski reportażysta, dziennikarz, publicysta, poeta i fotografik, zwany "cesarzem reportażu".

Był najczęściej - poza Lemem - tłumaczonym za granicą polskim autorem.

Od 1959 do 1981, Kapuściński opisywał najbiedniejsze i najniebezpieczniejsze rejony świata jako zagraniczny korespondent. Przeżył 27 zamachów stanu i rewolucji, przyjaźnił się z osobistościami jak Che Guevara oraz był skazany na śmierć czterokrotnie.

Jego doświadczenia z systemem totalitarnym oraz wojną jako młodego chłopca pomagały mu rozumieć konflikty w innych częściach świata.

Wielokrotnie wymieniany jako kandydat do Nagrody Nobla w dziedzinie literatury.

Książki Kapuścińskiego przetłumaczone zostały na 30 języków. „Szachinszach" opublikowany w 1982 opisuje upadek szacha Iranu. „Wojna futbolowa" to kolekcja reportaży z trzeciego świata. „Imperium" jest zaś kroniką upadku Związku Radzieckiego.

W wywiadzie dla Reuters pod koniec 2006 roku, Kapuściński powiedział, że pisze nie z myślą o Polskich czy Europejskich czytelnikach ale dla „wszystkich ludzi nadal wystarczająco młodych, by być ciekawymi świata"

To nie jest tak, że historia nie jest wyrażona" w zwykłych reportażach, powiedział w wywiadzie. „To jest to, co otacza historię. Klimat, atmosfera ulicy, odczucia ludzi, plotka w mieście; zapach; tysiące tysięcy elementów, które są częścią wydarzeń, o których czytasz w ledwie 600 słowach porannej gazety."

19:16, hall_of_fame , książka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 stycznia 2007
Dariusz Szpakowski "Szpak"
     Nie mogło go tutaj zabraknąć… człowiek, który nas wychował do piłki nożnej i który komentował najważniejsze mecze, które oglądaliśmy do tej pory w życiu…

    Nawet będąc daleko od domu czy oglądając piłkarskie spotkania na stadionie, często zdarzało nam się głośno wzdychać „ech, ciekawe jak tam Szpaku w TV szaleje ze szczęścia” :)

    Jest komentatorem niejednoznacznym, postacią kontrowersyjną mającą swoich przeciwników i zwolenników (my z pewnością zaliczamy się do tych drugich!), co z pewnością powoduje, iż jego poczynania są komentowane często przez obie grupy… Dzięki temu, zna go chyba każdy kibic kopanej w kraju nad Wisłą.

    Jest dla nas kimś takim, kim dla pokolenia naszych rodziców był Jan Ciszewski. Jest przecież także jego uczniem. Porównać go można również do legendy komentatorskiej BBC – Johna Motsona, innej gwiazdy naszej Hall of Fame.

    Naszym skromnym zdaniem, mimo że zdarzają mu się przecież często wypominane lapsusy, pomyłki, które mogą być nawet dosyć śmieszne, nie ma takiego drugiego komentatora w Polsce, który z taką pasją oddawałby atmosferę meczu i do tego ten niezapomniany niski głos… po prostu zapada w pamięć każdy gol :)

Oto właśnie do posłuchania i obejrzenia – Szpak :

    Do dziś nie zapomnimy jego komentarzy, które jako dzieci śledziliśmy podczas Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie w 1992 roku, kiedy to chłopcy Wójcika zdobyli srebrny medal.

W głowie otwiera się nagle:

„A więc proszę państwa, Polska wygrywa ten mecz z Włochami dwa do zera… zaraz, zaraz, a może trzy……. i jeeeeeeeesssst, gooooooool. A jednak trzy do zera!” (cytuję z pamięci)

    Wielokrotnie, kiedy jako dzieciaki uganialiśmy się z Mikołajem za piłką na ulicy Bednarskiej w Łodzi przydzielaliśmy bramkarzowi (w meczach na jedną bramkę) by się nie nudził - rolę komentatora wydarzeń na boisku. Inspiracją dla tego komentarza był właśnie Szpak – zresztą jedyny spośród kilku komentatorów, których pokazywała na początku lat 90. TVP.

    Kiedy Janusz Basałaj (skądinąd kolejny członek Hall of Fame) odsunął Szpaka z anteny kilka lat temu, zupełnie nie mogliśmy tego zrozumieć i żal nam było, że nie usłyszymy już naszego bohatera… Na szczęście wrócił…

    Czego możemy mu życzyć? Chyba tylko wspaniałego występu Polaków na Mistrzostwach Europy lub Świata. Wtedy Szpak pozostałby zapisany w annałach na wieki i jego komentarze do bramek strzelanych przez biało-czerwonych tak jak te z lat 70. i 80. komentowane przez Jana Ciszewskiego.

A teraz kilka wiadomości o Darku:

    Urodził się 15 maja 1951 w Warszawie. Polski komentator i dziennikarz sportowy. Od lat związany z Telewizją Polską, a wcześniej z Polskim Radiem. Ukończył warszawską AWF.

    W młodości był koszykarzem stołecznej Legii, potem zajął się dziennikarstwem sportowym. Specjalizuje się w komentowaniu przede wszystkim piłki nożnej. Ośmiokrotnie jako dziennikarz i sprawozdawca był na piłkarskich Mistrzostwach Świata. Komentuje głównie mecze reprezentacji Polski i Ligi Mistrzów. W 2000 otrzymał Piłkarskiego Oscara w kategorii najlepszy komentator telewizyjny.

Żoną Szpaka gentlemana jest aktorka Grażyna Strachota.

W internecie można śledzic również jego bloga

oraz najciekawsze cytaty

super bonus:

Szpakowski w Komicznym Odcinku Cyklicznym

najpiękniejsze komentarze

mokre spodnie Szpaka

Dominik

01:07, hall_of_fame , media
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 stycznia 2007
Kazimierz Opaliński "Szejk"

 Kazimierz Opaliński

Cóż, jednym słowem wielka dla nas postać, będąca również kopalnią wielu nawiązań i późniejszych interpretacji...

No dobrze, ale ad rem czyli do rzeczy. Na Kazia Opalińskiego wpadliśmy oglądając niezapomniany, dla nas (ale wydaję się że i dla wielu innych miłośników dobrego kina) film W. J. Hasa „Rękopis znaleziony w Saragossie”. Odpowiedni klimat (dobre pół wytrawne wino, dodam że w lekkim nadmiarze) i szczególne miejsce (autokar jadący na ferie zimowe do Francji) sprawił że „Rękopis...” a zwłaszcza odtwarzający rolę Szejka Kazimierz Opaliński uderzył nam do głowy!

Opaliński prezentuje tam styl aktorstwa którego tak naprawdę nie da się opisać, by wyrazić nasz podziw. Dla nas na zawsze pozostanie tajemniczym, choć niezbyt wiarygodnym pustelnikiem którego diabli nie wodzą na pokuszenie, który wpierw zamiata miotłą podłogę, by potem tą samą miotłą świecić kaplicę, który wypowiada słynne zdanie: biada temu, który przez zgubną zatwardziałość nie chce wyznać win swoich...

 

a w końcówce filmu ukazuje się nam w pełnej klasie jako ukrywający wiarę przodków muzułmański Szejk z rodu Gomelezów...

 

Kazimierz Opaliński „Szejk” natchnął nas tak bardzo że ułożyliśmy na jego cześć pieśń, zaczynającą się od słów: Szejku o tobie marzę wśród bezsennych nocy, Szejku ja bez ciebie nie potrafie życ, bo kiedy patrzę w twe zamglone oczy, widzę Venta Quemada i Sierra Morena....” (do muzyki Szwagrakolaski "Apaszem Stasiek był" ) a także utwór w stylu hip-hop Szejk, Szejk z rodu Gomelezów, uważaj na niego mój przyjacielu”.

Zresztą, w tym krótkim wpisie trudno zamieścić wszystko co łączy się z jego osobą, gdyż wszędzie gdzie wspólnie wyjeżdżaliśmy szukaliśmy kogoś podobnego do pierwowzoru Rękopisowego Szejka. Na większość ról Kazia Opalińskiego patrzyliśmy właśnie przez ten pryzmat utrwalonej w naszej pamięci jego najlepszej naszej zdaniem roli, ale bez dwóch zdań inne jego kreacje były równie wielkie...

A oto jego notka biograficzna i wykaz filmów w których grał nasz niezapomniany „Szejk”:

Kazimierz Opaliński (1890-1979) Aktor, reżyser teatralny, kierownik artystyczny i dyrektor teatru. Początkowo pracował w Przemyślu jako drukarz, występował też w zespołach amatorskich. W teatrze zawodowym debiutował w 1912. Podczas I wojny światowej dostał się do niewoli rosyjskiej, jako jeniec brał udział w obozowym życiu artystycznym. Po powrocie do Polski występował m. in. w Przemyślu, Lwowie, Sosnowcu, Katowicach, Grudziądzu, Toruniu, Grodnie, Łodzi, Warszawie (1933-36) i Krakowie (1936-39, Teatr im. Słowackiego). Zajmował się również reżyserią. Podczas okupacji pracował jako urzędnik w magistracie. W latach 1945-50 ponownie występował w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie, w latach 1951-52 w Teatrze Powszechnym w Łodzi. Od 1953 grał w Teatrze Narodowym w Warszawie, w latach 1957-63 w warszawskim Teatrze Współczesnym. Od 1963 do końca życia był ponownie w zespole Teatru Narodowego. Po raz ostatni wystąpił na scenie 15.02.1976. W filmie występował od 1936. Grał też w Teatrze TV, występował w audycjach radiowych, m. in. jako popularny dziadek Mateusz w radiowej powieści "W Jezioranach". Wystąpił też w kilku filmach dokumentalnych. Był członkiem zasłużonym SPATiF-ZASP.

Ulice imienia Kazimierza Opalińskiego znajdują się w:

* w katowickiej dzielnicy Ligota
* w przemyskiej dzielnicy Kazanów

FILMOGRAFIA

Mikołaj

02:07, hall_of_fame , film
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 stycznia 2007
Thorvaldur Orlygsson "Goryl"

    Niezła postać jak na początek... mało znany ale wypływ na nas wywarł niemały... a już na pewno dostarczył nam wielokrotnie niezapomnianych emocji... nawet gdy jeszcze nie wiedzieliśmy jak wygląda... a może właśnie dlatego?

    Na Toddiego wpadliśmy grając w latach dzieciństwa na zwykłym starym PC w grę zatytułowaną "The Manager" . Z tego co pamiętam ja walczyłem w lidze angielskiej Arsenalem a Mikołaj Nottinghamem Forest...

    Jednym z fajniejszych i wyróżniających się nazwiskiem gości w jego składzie był właśnie ORLYGSSON, który specjalizował się w wykonywaniu "jedenastek"...

    Jako, że był to czas kiedy zobaczyliśmy niezapomniany film z inną z gwiazd naszej Hall of Fame, którą mam nadzieję opiszemy wkrótce - Paulem Breitnerem strzelającym gola z karnego w finale MŚ 1974, zarośniętym gwiazdorem reprezentacji Niemiec w piłce nożnej, który to film jednogłośnie określiliśmy mianem "małpa strzela karnego"... skojarzył nam się od razu z naszym Orlygssonem (Breitnera wtedy nie znaliśmy z nazwiska też)...

A tak sobie wyobrażaliśmy Orlygssona (na zdjęciu Breitner):

    Jeżeli zabrać z nazwiska Orlygsson kilka liter, łatwo można stworzyć wyraz "GORYL" - a więc nieznany nam piłkarz rodem z Islandii o trudnym do wymówienia nazwisku stał się momentalnie naszym pupilkiem i usosobieniem zarośniętej małpy, która strzela karne jak na zawołanie... :)

    Kiedykolwiek graliśmy w piłkarskie managery od niego zaczynaliśmy szukanie wzmocnień pierwszej jedenastki. Nie znając go i nie widząc nigdy, stał się obiektem naszych żartów i przysłów. Każdą osobę, która przypominała nam naszego wyimaginowanego idola nazywaliśmy jego ksywką. Tak właśnie "gorylem" między innymi stał się niezapomniany francuski barman z wyjazdu na narty w 2000 roku - Jean-Pierre.

    Goryl zagościł wielokrotnie jako gwiazda naszych przemyśleń na tzw. "platynach", kasetach które zwykliśmy nagrywać dyktafonem na wspólnie spędzanych imprezach począwszy od 1996 roku...

W czasach internetu postanowiliśmy poszukać wieści o naszym idolu i może dowiedzieć się nawet jak wygląda...

    Jakież było nasze rozczarowanie, gdy zamiast zarośniętej "małpy" w stylu Breitnera zobaczyliśmy chudziutkiego blondynka (czego my się spodziewaliśmy po Islandczyku?) :)

    W naszej pamięci zawsze pozostanie ten wyimaginowany... i raczej nie zapomnimy o nim łatwo, tym bardziej teraz po tym wpisie. Co ciekawe nie jesteśmy jedyni, którzy fascynują się Orlygssonem. Na jednej ze stron internetowych znalazłem go wśród idoli Motty - 27-letniej mieszkanki Londynu (w naszym obecnym wieku). Wśród jej idoli znajduje się również jeszcze jeden człowiek z naszej Hall of Fame - John Motson :)

    W internecie można nabyć również zdjęcie z oryginalnym autografem naszej gwiazdy za jedyne 20 funtów (Mikołaj - może się złożymy, co?)

 

No dobra, oddać trzeba i cześć prawdziwemu "Gorylowi" a nie tylko temu z naszych marzeń i snów:

    Toddy Orlygsson urodził się 2 sierpnia 1966 (ma więc teraz 40 lat!) w Odense (Islandia). Był w latach 90. piłkarzem reprezentacji Islandii oraz następujących klubów: KA Akureyri (którego najprawdopodobniej obecnie jest trenerem) w Islandii oraz Notthingam Forest, Stoke City i Oldham Athletic w lidze angielskiej. Grał jako pomocnik.

Info o jego karierze można znaleźć tu

Toddy podrzuca także swoich wychowanków dawnym kolegom w Anglii - tu

Opis przegranego meczu Oldham Athletics z Notts County 1:3, którego bohaterem mimo porażki został Goryl - tu

    Orlygsson jest jednym z najdłużej goszczących w naszej nieoficjalnej Hall of Fame człowiekiem, jedynym jak dotąd Islanczykiem w tym gronie... acz pewnie nie jedynym, którego kojarzymy przede wszystkim poprzez wyimaginowane alter ego.

Dominik

17:24, hall_of_fame , sport
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 stycznia 2007
Witamy

Od dłuższego już czasu marzyliśmy o otworzeniu takiej to właśnie wspólnej strony poświęconej postaciom, które wywarły na nas wpływ lub zapisały się wielkimi zgłoskami w naszej pamięci...

Z myślą o nich właśnie powstała nasza prywatna...

Hall of Fame!

Dominik Krakowiak & Mikołaj Mirowski... a to właśnie my:

23:57, hall_of_fame
Link Dodaj komentarz »